Jeśli chodzi o narodowości dominujące w Algarve to jest ich 3: holenderska, brytyjska i niemiecka. Ale okazuje się, że jest też Polonia, a jej przedstawicielką jest, chociażby Kasia Wrona, tutejsza polska artystka po Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie mieszkająca od wielu lat niedaleko Lagos.

Kasia prowadzi w Marinie de Lagos swoją Akademię Sztuki (Art Academy Marina de Lagos) – ma tutaj swoje atelier, organizuje wystawy oraz warsztaty. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć okazję być w Lagos, koniecznie tam zajrzyjcie. https://www.facebook.com/lagosartacademy

 

Kasię poznaję dokładnie 27 września 2014 roku, kiedy w marinie odbywa się Art Day zainicjowany właśnie przez nią. Nie wiem dokładnie, co to za impreza, ale wcześniej  Inge (workaway host) pyta mnie, czy chcę w formie zabawy zamienić się na kilka godzin w modelkę z innymi dziewczynami. Oczywiście, że chcę 🙂 Mamy prezentować ubrania z filcu, które ręcznie wytwarzają Gaia Lina (Holenderka) i Karolina (Polka). Muszę podkreślić, że nasze wyobrażenie o filcu jest żadne, tzn. wszystkim kojarzy się on pewnie z ciężkimi wełnianymi torebkami lub płaszczami. Tymczasem to, co wytwarza Karolina to cienka zwiewna tkanina skomponowana pięknie z jedwabiem, nieregularnie zafarbowana z wykorzystaniem bardzo oryginalnych technik. Całość wygląda jak sukienka z cienkiej zwiewnej tkaniny, bardzo kobieca. 

Wczesnym popołudniem spotykamy się na quincie -Gaia, Karolina, ja oraz Nanette i Anabel – dwie znajome Holenderki, które też będą występować w roli modelek. Przygotowujemy specjalny make-up-Gaia wymyśla takie fajne srebrne akcenty, które mają symbolizować bliskość z naturą. Robimy paski na skroniach i czole, a na ustach tylko srebrny kwadracik na środku:) Paznokcie malujemy na biało. Jest przy tym mnóstwo zabawy. 

Podczas przygotowań opowiadamy sobie z Karoliną swoje historie – jej jest z jednej strony niezwykła,  a z drugiej – zupełnie zwyczajna. Tak jak u większości -wszystko zaczyna się od przyjazdu na wakacje, a potem okoliczności sprawiają,  że się tu wraca  i … zostaje. Akurat ja to doskonale rozumiem, bo jestem tu dopiero tydzień, a już pokochałam to miejsce. 

O 14.30 żar się z nieba leje, a my jedziemy do mariny, ‘odstrzelone’ w filcowe łaszki. Partner Gai robi nam zdjęcia, pozujemy prawie jak na sesji fotograficznej modelek, wygłupiamy się, pijemy wino i jest bardzo wesoło, tylko potwornie gorąco, zwłaszcza w sukience zrobionej z filcu. Robimy jedną rundkę w korowodzie po marinie, a potem zasiadamy przy galerii, w której swoje prace wystawia też Kasia. Obok naszej ekipy o nazwie ’felt girls' (filcowe dziewczyny:) występuje też kolorowa grupa gorsetowa, czyli dziewczyna, która szyje kolorowe stroje teatralne, koncentrując się na gorsetach, kapeluszach, spódnicach i rękawiczkach. W tle przygrywa duo muzyczno-wokalne. W programie jest też występ tancerki, która ubrana jest w cudną sukienkę filcową Karoliny. 

Jeszcze przed pokazem idziemy z Karoliną na chwilę do pobliskiego supermarketu, żeby kupić coś do jedzenia. Nagle Karolina wpada na jakiegoś faceta i zaczyna z nim rozmawiać po polsku. Kolejny Polak w Algarve:) Jest ich tu całkiem sporo, chociaż dominują Holendrzy, Niemcy i Brytyjczycy. Okazuje się, że Adam pracuje dla British Airways, mieszka w UK  i jest w Lagos na wakacjach. Tak się składa, że całkiem niedawno aplikowałam do BA w sprawie pracy, więc jest o czym rozmawiać. Spotkanie też po raz kolejny pokazuje jaki mały jest świat. W latach późnych 90-tych  na wymianie studenckiej w moim rodzinnym mieście przebywała Leonor Ferreira z Portugalii ( Ferreira w Portugalii to jak Kowalski w Polsce) i ja się wówczas tą grupą portugalską opiekowałam (byłam hostem?;)  Z Leonor nawiązałam kontakt ponownie po latach na fejsbuku i dowiedziałam się, że na pół etatu pracuje właśnie dla BA, a na co dzień zajmuje się pilatesem. No i  Adam ją zna 🙂  It’s a small world 

Takie znajomości są naprawdę cenne. Podczas tego pobytu utrzymuję stały kontakt z Kasią i Karoliną i od czasu do czasu udaje nam się gdzieś razem pojechać lub zaliczyć kolejny pchli targ, festyn, otwarty dzień w jakiejś winnicy i degustację wina czy prywatne jam session u kogoś w domu. Taki artystyczno-hippisowski ‘vibe’ jest typowy dla tej część Portugalii. Prawie każdy zajmuje się tu zawodowo czy hobbystycznie rękodziełem, sztuką, muzyką.  Wiele osób mieszka w campervanach lub malutkich domkach zbudowanych z ‘byle czego’. Bardzo podobny styl życia podejrzę też na Ibizie ( styczeń-kwiecień 2019)

Latem 2018 roku, podczas kolejnej, tym razem już krótkiej wakacyjnej wizyty w Algarve znów spotkam się z Kasią i Karoliną. A wyjeżdżając,  znów bardzo zatęsknię za Portugalią – jej zapachem, stylem życia, oceanem… .

Zdecydowałeś się przyłączyć do workaway’a? Skorzystaj z tego linku: www.workaway.info/invite/9E4AXCB1

 

*Jeśli interesuje Cię, jak tanio podróżować w każdym wieku i mieć z tego frajdę – polecam Ci mojego e-booka, o którym więcej dowiesz się w zakładce SKLEP

 

Polonia w Portugalii
Kasia Wrona, polska malarka w Lagos, Portugalia (fot. Art Academy Marina de Lagos)
Polonia w Portugalii
Karolina, Nanette i ja w filcowych łaszkach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *