Kalima, która nadeszła nad Wyspy, a konkretnie nad La Palmę w połowie sierpnia, z pewnością przejdzie do historii. Takiej kalimy nie pamiętają nawet najstarsi Palmerzy. Było ekstremalnie.
O tym, jakie doznania mogą towarzyszyć podczas klasycznej kalimy i jak to wygląda w realu, pisałam wcześniej i możesz o tym przeczytać tutaj.
Tym razem skupię się na tej konkretnej, która nie tylko była nietypowa, ale spowodowała dodatkowy kataklizm…

Zaczęło się w nocy z niedzieli na poniedziałek dokładnie z 15 na 16 sierpnia. Na zewnątrz szalał porywisty huraganowy wiatr o temperaturze rozgrzanego piekarnika. Ogród i patio były w stanie opłakanym, ponieważ wiatr postrącał z drzew wszystko, co na nich jeszcze zostało, a więc wszystkie ścieżki, murki, trawniki i grządki nagle zamieniły się w kupę liści, igieł, gałązek, patyków, wysuszonych na wiór fig oraz innych części roślin. Widoczność znów zaczęła stopniowo maleć i cały krajobraz znalazł się jakby za mgłą.
Porywisty wiatr uniemożliwił też podlewanie wężem ogrodowym, bo woda w zasadzie nie leciała tam, gdzie by się chciało, a była rozbryzgiwana przez wiatr w zupełnie innym kierunku. To, co się dało, podlałam wieczorem konewką, reszta musiała poczekać. Rośliny wyglądały naprawdę biednie. Biorąc pod uwagę, że wilgotność powietrza spadła wtedy do 8%, cała woda z roślin została dosłownie wysysana przez gorące powietrze. Przykro było patrzeć wtedy na ogród.

Temperatury stopniowo rosły, aż w końcu osiągnęły w niektórych miejscach na La Palmie 45°C. Teraz wyobraźcie sobie, że przez 3 dni non stop ktoś dmucha na was suszarką do włosów ustawioną na najsilniejszy nawiew o takiej właśnie temperaturze. Nie da się wówczas funkcjonować na zewnątrz. Wszyscy zostają pochowani w domach przy szczelnie zamkniętych drzwiach i oknach, aby ‘uratować’ choć odrobinę niższej temperatury w pomieszczeniu. Okien nie otwiera się z 2 powodów – wysokiej temperatury i pyłów, które przylatują wtedy znad Sahary.

kalima

Przy tak wysokich temperaturach wszystkie szlaki na wyspie są zamknięte do odwołania ze względu na zagrożenie pożarowe. I w zasadzie przy huraganowym wietrze i 44°C pożar był kwestią czasu.

Ten moment nadszedł we wtorek wczesnym popołudniem w El Paso, miasteczku niedaleko Todoque, które mogę zobaczyć z naszego ogrodu. Po usłyszeniu helikopterów latających non stop tam i z powrotem zeszłam na dół ogrodu, aby sprawdzić, co się stało i zobaczyłam kłęby dymu w oddali. Ogień bardzo szybko przemieszczał się w dół doliny i do końca nie było wiadomo, w którą stronę się przesunie. Na wszelki wypadek byliśmy przygotowani na ewakuację. Z pomocą i wsparciem przyjechali też strażacy z Teneryfy.
Nazajutrz w internecie zaczęły pojawiać się zdjęcia z akcji gaszenia ognia i obrazy ukazujące zgliszcza i spustoszenie, jakie zostawił. Wiadomo, że kilka rodzin w okolicy straciło dobytek życia i organizowane są zbiórki pieniędzy oraz rzeczy codziennego użytku.

kalima
Tak wyglądał pożar na La Palmie z satelity…

kalima

Kiedy nagrywałam film, wiatr był tak silny, że z trudem mogłam utrzymać telefon w obu dłoniach. Dlatego obraz skacze i wariuje – to efekt wiatru.

Tak więc kalima to nie tylko doznania czysto subiektywne, o których pisałam poprzednio. Niektórzy w komentarzach próbowali to obśmiewać lub kwestionować. Jak pokazało życie, kalima swoim charakterem potrafi też wywołać kataklizmy i w poważny sposób wpłynąć na życie mieszkańców wyspy, czasem na zawsze…

Jeśli chcesz śledzić na bieżąco sytuację meteorologiczną na Wyspach, kliknij TU.

Sprawdź, bo warto 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.