Przebywam aktualnie w Polsce po odbytej karnie kwarantannie, która wg. mnie, nawiasem mówiąc, nie miała najmniejszego sensu. Biorąc pod uwagę fakt, że połowa osób podróżująca ze mną tym samym autokarem kwarantanny odbywać nie musiała tylko i wyłącznie na podstawie umowy o pracę z Włoch – całe to zamieszanie z obowiązkiem kwarantanny u jednych i jego brakiem u drugich jest kompletnie nielogiczne. No, ale nie absurdach dziś chciałam.

Postanowiłam oczyścić energię w mieszkaniu. Od wielu lat staram się żyć wg. zasady zero, a przynajmniej minimum waste. Zatem nie kupuję nowych rzeczy, promuję up cycling, czyli usiłuję zawsze dawać drugie życie tym używanym, choć na pozór spisanym na straty oraz popieram ideę second-handu. Moja włóczęga i ograniczenia związane z bagażem nauczyły mnie dawać sobie radę z naprawdę niewielką liczbą przedmiotów, w które – niestety – obrastałam żyjąc stacjonarnie. Okazuje się nagle, że jestem w stanie funkcjonować z jedną przysłowiową walizką i mała kosmetyczką.

No więc w ramach odgruzowania mieszkania oraz pozbycia się wielu niepotrzebnych rzeczy, które czasem jawią się jak obiekty niezidentyfikowane, ponieważ kompletnie nie wiem do czego miałyby służyć – urządzam pchli targ. Jest to już trzecia edycja takiego wydarzenia i zawsze efekt był zadowalający. Korzyść jest oczywista, ale dodatkowo podczas przygotowywania 'towaru' i buszowania w skrytkach, pudełkach i zakamarkach można natknąć się na coś, co dawno zniknęło z pola widzenia i uznane było za zaginione. Tym razem znalazłam to, czego od dawna szukałam na potrzeby tego bloga! Mianowicie odnalazł się mój list z podziękowaniem od Marii, u której przebywałam w ramach workaway w maju 2015 roku. Treść tych podziękowań była ogromnie wzruszająca (zerknij na zdjęcie), a oprócz tej czarującej laurki dostałam kubek ze swoim zdjęciem na pamiątkę pobytu w Cascina Marie B&B :). Maria bardzo sprytnie podeszła do całego pomysłu obdarowania mnie tym upominkiem – najpierw niewinnie podpytywała, które zdjęcie spośród tych, które zrobiła, najbardziej mi się podoba, a potem podczas wizyty w mieście zniknęła na pół godziny pod pretekstem załatwienia jakiejś sprawy. Wieczorem, dzień przed moim wyjazdem,  zorganizowała pożegnalną kolację i wręczyła mnie i Eevie te urocze upominki. 

Kiedy tworzyłam mój wpis o super hostach i wspomnieniach workawayowych przyjaźni, chciałam też napisać o Marii, trenerce tradycyjnych włoskich (i nie tylko) tańców folklorystycznych, która w małej miejscowości Bricherasio niedaleko Turynu prowadzi swoje warsztaty, szkołę tańca, zajęcia dla dzieci i rodziców oraz B&B. Niestety, wtedy nie miałam materiału głównego, czyli upominku i listu, który dla mnie przygotowała, więc teraz poświęcam jej oddzielny wpis.

Maria zaprosiła mnie do siebie będąc świeżo po założeniu profilu hosta, wiec nie miała jeszcze żadnych doświadczeń z wolontariuszami i ja miałam być pierwsza. Ponieważ wtedy przebywałam jeszcze w Austrii, kończył się już sezon narciarski i przymierzałam się do wyjazdu do Tajlandii za napiwek, który otrzymałam w styczniu (patrz wpis:https://nigdyzapozno.pl/windfall-czyli-na-co-wydac-450/

Zaproszenie od Marii, jej styl życia, zajęcie, które było jej pasją oraz jej niezwykle ciepła i serdeczna osobowość zadecydowały, że postanowiłam przed Tajlandią polecieć jeszcze do Włoch, poznać Piemont i pobyć w tym uroczym miejscu 10 dni. Tak też się stało i było to doświadczenie niezwykłe. Na miejscu pojawiła się też druga dziewczyna z Finlandii, Eeva, tak więc we trójkę stworzyłyśmy fajny team. Na zdjęciach na profilu Marii można zobaczyć kilka fotek, na których Eeva i ja w maseczkach, bynajmniej nie z powodu pandemii, tylko kurzu, odgruzowujemy strych domu, aby przygotować go na miejsce noclegowe dla grup warsztatowych. Oprócz tej niewdzięcznej 'zakurzonej' roboty, pracowałyśmy trochę w ogródku, a ja na specjalne życzenie Marii udekorowałam decoupagem starą szafkę oraz drzwiczki maskujące instalację elektryczną.

Nie, nie. To rok 2015. Maska chroni od kurzu i pyłu podczas odgruzowywania poddasza 🙂
stara szafka shabby chic
Stara szafka i jej drugie życie 🙂 Maria była zachwycona!

Maria okazała się niezwykłą gospodynią – bardzo gościnną, troskliwą, upewniającą się ciągle czy nie jest się głodnym i pilnującą, aby nie pracować za dużo i zbyt długo:) W dodatku poważnie podchodzącą do mojej diety wegetariańskiej i bezglutenowej. Zresztą okazało się, że Maria też nie może jeść produktów z mąki pszennej, więc nie byłam odosobniona w swoich wyborach.

Nasz pobyt u Marii zbiegł się z okresem udostępnienia Całunu Turyńskiego zwiedzającym i Maria specjalnie na tę okazję zabrała nas do miasta. Miałyśmy też okazję brać udział w jej tanecznych zajęciach wieczornych z udziałem osób niepełnosprawnych umysłowo (niebywałe przeżycie) oraz wieczorze włosko-francuskim z udziałem kilku grup prezentujących muzykę regionalną i tańce folklorystyczne. Wszystko okraszone pysznym poczęstunkiem w postaci wypieków i pięknie udekorowanych sałatek. Niestety, zdjęcia z tych wydarzeń chwilowo znajdują się w bliżej nieokreślonym miejscu…

Z Marią pożegnałam sie przed wylotem do Tajlandii końcem maja, ale spotkałyśmy się jeszcze w sierpniu, kiedy będąc ponownie we Włoszech razem z jej grupą warsztatową udaliśmy się na Ischię, gdzie odbywało się zgrupowanie. Spotkałyśmy się w Neapolu i stamtąd promem  z całą grupą popłyneliśmy na tę piękną wyspę…

*Jeśli interesuje Cię, jak tanio podróżować w każdym wieku i mieć z tego frajdę – polecam Ci mojego e-booka, o którym więcej dowiesz się w zakładce SKLEP .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *